Zaczynać musiała niemal od początku. Trudny to był powrót. Wyniki na miarę wielkiej mistrzyni udało się jej osiągnąć dopiero w roku 1971, po normalnie przepracowanej zimie. Dom, opieka nad małym Andrzejkiem nie były jedynymi przeszkodami. Pani Irena kończyła w tym czasie studia, pisała pracę dyplomową. Nie ustawała jednak w wysiłkach, aby przygotować się możliwie najlepiej na Igrzyska w Monachium. Brązowy medal wywalczony na Mistrzostwach Europy w Helsinkach na 200 m był zachętą i dopingiem. Intensywnie też zaczęła pracować nad skokiem, być może z zamiarem powetowania sobie niefortunnego występu w Meksyku. Ale jeszcze raz na skoczni nie dopisało pani Irenie szczęście. W końcu grudnia roku przedolimpijskiego, na treningu skręciła nogę w kostce. Przygotowania do Monachium trzeba było ograniczyć do biegowej za-
prawy. Próby na skoczni groziły ryzykiem przekreślenia tak- -że sprinterskich nadziei. Wróciła na rozbieg jeszcze raz, już w Monachium, bezpośrednio przed olimpijskim startem. Podczas rozgrzewki i próbnego skoku ból w nodze odezwał się ponownie. Tej konkurencji trzeba było dać definitywnie spokój, aby przywieźć brązowy medal, jaki zdołała wywalczyć na olimpijskiej bieżni w biegu na 200 metrów. Szósty medal w trzeciej olimpiadzie pani Ireny. | |
|