We wczesnej młodości próbowałem nawet uprawiać dla własnej przyjemności inne dyscypliny, ale moje sportowe życie wypełniła bez reszty piłka. Myślę, że pozostanę jej wierny jak długo będę mógł spotykać się z młodzieżą i wtajemniczać ją w arkana futbolu.- Może zabrzmi to sztucznie, ale chyba „urodziłem się z piłką". Weszła mi w krew i to od najwcześniejszych lat. Uganiałem się za nią na podwórkach i polach, nie opuszczałem żadnej okazji aby obejrzeć mecz piłkarski. Tak się złożyło, że mieszkaliśmy w dzielnicy Wielkie Hajduki, dosłownie o krok od stadionu „Ruchu". Każdego dnia wyczekiwałem godzinami, aby choć przez moment zobaczyć z bliska sławnych graczy tego klubu zaczynającego robić na początku lat trzydziestych wielką karierę w ekstraklasie. A cóż to było za szczęście, gdy udało mi się złapać piłkę wybitą na aut podczas treningu! Przetrzymywałem ją jak najdłużej, przymierzając się w najwyższym skupieniu do odda- " nia strzału, aż ktoś zniecierpliwiony wołał: „Cóż to, chopecku, gola nam chcesz strzelić?" Oczywiście, że chciałem tego z całego serca. Ale na ten, wielokrotnie wyśniony moment musiałem czekać jeszcze ładnych parę lat.
Nigdy też nie zapomnę chwili, kiedy sam „Wielki" Peterek któregoś dnia zwrócił na mnie uwagę, wybierając z gromadki chłopców palących się do podawania piłek. Rozmawiał nawet ze mną i dał miętowego cukierka. Przechowywałem go przez wiele lat jak talizman. W jakiś czas potem spotkała mnie ogromna przykrość. | |
|