Pod koniec lipca
Pod koniec lipca miał się odbyć mecz z Rumunią. Przed wojną był to partner w sam raz dla naszej rezerwowej reprezentacji, teraz - w pierwszym po wyzwoleniu meczu naszej męskiej drużyny - to my startowaliśmy w roli outsidera. Potrzeba było bez mała pięciu lat, aby skompletować względnie silny zespół. Największe kłopoty mieliśmy z oszczepem; poziom, co prawda, nieszczególny, ale kandydatów o wiele za dużo. Wybór padł na mistrza Polski, Herberta Szendzielorza z Krywałdu i... Janusza Sidłę. Po trzech miesiącach treningu, w reprezentacji Polski! Można oszaleć ze.szczęścia. Znacznie trudniej ustrzec się tremy. Zwłaszcza, gdy się ma dopiero 16 lat. Na rozbiegu serce wali jak młotem, nogi plączą się, nierówny oddech tamuje ruchy. W efekcie rzucił tylko 51,29 m i zajął ostatnie miejsce. Ale nikt nie miał o to do niego pretensji: „frycowe" trzeba płacić,. Tylko jak długo? W rok później, podczas warszawskiego pojedynku z Cze-chosłowakami, historia powtórzyła się niemal z matematyczną dokładnością. W PZLA powiedziano: dość eksperymentów i Janusz został odstawiony na boczny tor. Przeciw Węgrom, a następnie Bułgarom, wystąpił Edmund Sumiński. Także bez większego powodzenia.
Pliki do pobrania muzyka | wyszukiwarka mp3 | meble turek