I już piątek, 1 września. Tym razem ze snem nie było problemów. Pospiesznie przełknięte dwie kromeczki chleba na śniadanie, filiżanka mocnej kawy i odjazd na strzelnicę Hoch-brueck. Ale podczas dojazdu pojawiają się zupełnie inne myśli - refleksje. Przeszło 27 lat temu, kilkanaście kilometrów stąd, w Dachau, zginął jego ojciec. „Nie mącie pojęcia, jak bardzo chcę zwyciężyć właśnie na tej ziemi, wśród tych ludzi" - zwierzał się Zapędzki.
Myśli galopują, przywracają na ekran pamięci. wydarzenia sprzed wielu lat. Wrzesień 1939. Ojciec, uczestnik powstań śląskich znalazł się na czarnej liście okupanta. Dano mu do ręki łopatę i kazano kopać własny grób. Tylko zbiegiem okoliczności uniknął wtedy* śmierci.. Uciekać! Wiedział że w Za-wiereiańskiem miejsca już nie zagrzeje. Więc Głuchołazy, a potem Bytom, gdzie znalazł pracę w parowozowni. Może i dotrwałby tam do końca wojny, gdyby nie zasady, którym był zawsze wierny i które wpoił synowi. Nie potrafił zamknąć się we własnym świecie, nie mógł być obojętny na to co się wokół dzieje. Ojciec pomagał jeńcom angielskim, pracującym w parowozowni, dostarczał im żywności, a gdy zwierzyli mu się z zamiaru ucieczki, wyszukał dla nich mapy. Gestapo wpadło jednak na trop, Zapędzkiego aresztowano. W długim śledztwie nie wydał nikogo. Obóz. A przedtem jeszcze, 14-le-tni wówczas syn wyjednał widzenie. Nie rozmawiali długo. Ojciec pytał o matkę, o rodzinę. W końcu zdjął z palca obrączkę. „Masz, bo ja już z tego nie wyjdę. Zachowaj na pamiątkę i bądź dobrym synem..." | |
|